sobota, 21 listopada 2009

Love celtic knots cz.II

Gdy Moja Przyjaciółka na blogu u mnie zobaczyła moją dawną produkcję, stwierdziła, że też by chciała taki lampion .
Ponieważ to moja NAJukochańsza psiapsiółka postanowiłam wyprodukować coś w podobnym stylu. Udałam się do IKEA i zakupiłam lampion do przyozdobienia (kolor rzeczywisty jest czerwony, na zdjęciu reklamowym jest buraczkowy):
Poprzedni (czarny) lampion nota bene też zakupiłam w t-y-m sklepie.
Przystąpienie do pracy
Wyjęłam szybkę z drzwiczek - wystarczy odgiąć metalowe języczki przytrzymujące szybę. Poszperałam po necie w poszukiwaniu odpowiedniego splotu (celtic knots), który by pasował do mojej wizji. Wydrukowałam wzór na kartce - pasował idealnie. Przykleiłam taśmą klejącą szybkę do kartki, żeby mi się nic nie przesunęło i pociągnęłam wzór konturówką.
Po wyschnięciu wypełniłam kontur transparentną farbą do szkła (czerwoną i zieloną) i zostawiłam do wyschnięcia na kaloryferze.
Pomalowałam już 2 szybki i stwierdziłam, że będzie nudny z jednym prostym wzorem, więc wzięłam dużo ambitniejszy projekt.Przy nakładaniu konturu okropnie trzęsły mi się ręce. Gdzieniegdzie konturówka nie dolegała, więc przy wypełnianiu farba czasem mi uciekała i trzeba było ją łapać :-) Pędzelek do farby z gatunku tych najcieńszych włosowatych zapewnia komfortową pracę.
Efekty pracy:
Zadowolona jestem z tego bogatego wzoru i kolorów, kojarzących mi się z średniowieczem: czerwień, zieleń, niebieski, fiolet, żółty i kropla złota. Mam zresztą tendencję do stosowania mocnych i wyrazistych barw.

środa, 18 listopada 2009

Sypialnia na poddaszu - dylematy urządzania

Urządzanie pomieszczeń pod skosem nie jest rzeczą prostą. Niedługo mam zdecydować jak zaplanować przestrzeń w sypialni. Umówiłam się z Moim Małżem, że urządzaniem wnętrza martwię się ja, on martwi się technologią.
Wariant 1:
Zabudowa skosu praktycznymi wbudowanymi w ścianę półkami lub szufladami.
To opcja preferowana przez Małża - optymalne wykorzystanie przestrzeni do przechowywania.
Minusy jakie widzę:
  • łóżko ustawione pod oknem utrudnia do niego dojście
  • trzymanie głowy przy kaloryferze chyba nie jest najszczęśliwsze
  • nie da się ustawić 2 szaf w pokoju (Małż twierdzi, że ja z moimi klamotami opanuję całą 4 drzwiówkę i nie zostawię ani kawałka miejsca)
Plusy:
  • mniej szaf - więcej przestrzeni, dużo rzeczy można upchnąć w szufladach, więc 1 szafa powinna wystarczyć
  • nie ma dosyć niskiego skosu nad głową
Przykładowe aranżacje (mniej lub bardziej udane, chodziło mi o filozofię :-)):Wariant 2: Wstawienie ścianki i umieszczenie łóżka pod skosem.Małż się buntuje, że nie będzie spał głową wciśniętą w kąt pod skosem, bo będzie się czuł klaustrofobicznie. Mnie z kolei nie podoba mi się wizja spania głową w "drugą stronę" - nogami pod skosem - bo Małż odgraża się, że tak właśnie będzie spał. Hmmm.
Plusy rozwiązania:
  • ładniejsze uporządkowanie przestrzeni
  • możliwość wstawienia 2-giej szafy, gdy się nie zmieścimy do jednej
Minusy:
  • głowa w kącie
Przykładowe aranżacje:Inne przykłady urządzenia pomieszczeń ze skosem:
Totalnie futurystyczne ale ciekawe rozwiązanie:
Pytanie do Odwiedzających:
Kto z Was ma sypialnię na poddaszu. Podzielcie się doświadczeniami, jak się mieszka? Jakie ustawienie się sprawdza? Co Was denerwuje?

czwartek, 12 listopada 2009

Odświeżenie stolika cz.VI - koniec pracy (before&after)

Sama lubię czytać wątki z odnawiania mebli, najlepsze są oczywiście zdjęcia "przed i po".
Ostatni etap odświeżania stolika był kilkudniowy. Zaczęło się od dylematu wybrania skóry na blat.
Wybór skóry na blat
Która skóra lepsza? - zapytałam Mojego Małża. Popatrzył niechętnie..."ta brązowa za błyszcząca". Moja poprzednia wizja opierała się na tym, że drewno będzie ciemne, a blat będzie miał piękną fakturę - ornamenty i lakier. Po wywoskowaniu nóg jednak stwierdziłam, że coś nie gra i ciemna skóra już mi tak nie leży, za to ta zielona i owszem..."A my lubimy zieleń, prawda?" - zapytałam pro forma, wiedząc, że i tak zrobię co będę chciała - taka jestem! No i jest w zieleni z lekką nutą złota. Matowa powierzchnia z pięknymi kwiatowymi ornamentami w stylu secesji w sam raz do nóg w kolorze jasnego orzecha.
Tak to już jest z wizjami, zmieniają się. Jak mi się ten stolik znudzi lub blat za bardzo podniszczy, to przyciemnię nogi bejcą i położę tą ciemnobrązową skórę - o ile do tego czasu nie spożytkuję jej w innym celu.
Klejenie skóry
Wycięte ze skóry koło przykleiłam za pomocą kleju kostnego (tzw. "perełka"). Klei się na gorąco. Perełki rozpuszcza się w zimnej wodzie w stosunku 1:1. Po kilku godzinach jak kulki napęcznieją podgrzewamy b. mocno w kąpieli wodnej, uwaga! nie gotujemy. Gorącym klejem posmarowałam blat i resztką kleju skórę. Potem docisnęłam i czekałam do następnego dnia.
Mocowanie obręczy
Po wyschnięciu odcięłam nadmiar skóry wystającej poza blat za pomocą skalpela. Założenie obręczy po odcięciu skóry równo z blatem nie przysporzyło mi problemów. Z wbiciem ćwieków był problem. Musiałam szpikulcem zrobić nowe otwory, bo nie dało się trafić w stare dziurki. Dopchałam je do końca za pomocą młotka obleczonego w kawałek pianki (nie posiadam niestety gumowego). W ten sam sposób podginałam obręcz pod spód blatu.
Efekty pracy - kilka zbliżeń. Z nóg jestem bardzo zadowolona, wosk jest bardzo wdzięcznym wykończeniem. Skóra na blacie prezentuje się wspaniale. Szkoda, że tego nie widać na zdjęciach. Może w świetle dnia wyjdą fajniejsze fotki.
Podsumowanie
Najwięcej trudu kosztowało mnie klejenie konstrukcji, wbijanie ćwieków i zaginanie obręczy już na gotowym blacie. Trudno się pracuje z metalem i w dodatku młotkiem-samoróbą. Pod spodem starałam się wygładzić krawędź w miarę możliwości, aby podnosząc stół nie skaleczyć się (chwyta się za krawędź blatu).
Uff!!!!!!! w końcu dotrwałam do końca pracy.
W nagrodę za moje trudy kupiłam sobie 2 orientalne pojemniczki. Niekoniecznie do tego stolika, ogólnie podobały mi się bardzo i postanowiłam je "zamieć":-)

sobota, 7 listopada 2009

Odświeżenie stolika cz.V - klejenie

W końcu udało mi się wykorzystać trochę wolnego czasu na dłubanie przy stoliku. Po rozłożeniu konstrukcji na części pierwsze i oskrobaniu nóżek do czysta przygotowałam się do klejenia. Potrzebne mi były do tego: klej do drewna (tu: Rakoll), pasy do ściskania, młotek do pasowania części. Przed klejeniem przygotowałam sobie pasy, żeby potem nie motać się w pośpiechu i jak się okazało słusznie, bo ściśnięcie pasami przysporzyło mi najwięcej problemów.
Na początku spasowałam części "na sucho" i podpisałam białą kredką - która noga powinna siedzieć w którym miejscu.
Teraz smarowanie, trochę aplikatorem prosto z butelki, trochę pędzelkiem. Smarowałam obie łączone części. Najpierw nogi do małego blatu. Wycieki kleju ścierałam na bieżąco wilgotną szmatką i patyczkami higienicznymi.
Po połączeniu nóg z małym blatem ścisnęłam je lekko pasem, żeby mi się nie rozleciały przy doklejaniu krzyża.
Potem szybkie smarowanie kołków i pasowanie krzyża. Całość dobijałam młotkiem przez szmatkę.
Na końcu ściśnięcie porządnie pasem nóg wokół małego blatu i obciążenie nóg blatem z książkami. Teraz tylko cierpliwie czekać - wyszło czy nie?

poniedziałek, 2 listopada 2009

Fascynacja kolorem: morski i ochra (teal&ochre)

O szukaniu kolorów do wnętrz już pisałam (patrz tu). Mam teraz absolutnego fioła na punkcie połączenia koloru niebieskozielonego / morskiego (ang. teal) i ochry.
Do mojej planszy nastrojów wrzucam zdjęcia ptaków z rodziny Merops (żołny; ang. bee-eater - ta nazwa bardziej mi przypadła do gustu). Mają właśnie TE kolory. Nie mogę się wprost napatrzeć. Dalsze fotografie - załącznik do mojej "biblioteki kolorów":
Inspirujące wnętrza:
Łagodna odmiana z seledynem:
Ciekawe dodatki:
Moje impulsywne zakupy (głównie na allegro). Zdjęcia niestety niezbyt udane:

poniedziałek, 26 października 2009

Sałatka z dyni

Dłubanie przy meblach ostatnio mi nie wychodzi, po prostu nie mam wolnego czasu. Po południu chwilę się wahałam na co się rzucić i skończyło się na łakomstwie - sałatce z dyni. Mniam mniam, zaraz siadam do kolacji. Przepis dostałam od mojej Przyjaciółki, którą pozdrawiam!!! (KAŚKU! BOSKA TA SAŁATKA). Szybko podam składniki: ugotowana dynia, ogórek kiszony, cebula, jabłko, marynowane grzybki, koperek, przyprawy do smaku i majonez (dałam majonez ze śmietaną pół na pół). Jeżeli Ktoś jest zainteresowany to podam proporcje....Uwierzcie mi, mogłabym zjeść całą wielką miskę i jeszcze ją wylizać.
Przepis na sałatkę
0,5 kg dyni
2 jabłka
2 ogórki kiszone
pieczarki marynowane lub grzybki marynowane (pół słoiczka)
1 cebula
sól, pieprz do smaku
drobno posiekany koperek
majonez

Dynię (bez nasion) pokrojoną wzdłuż na duże kawałki ze skórą wrzucić do gotującej się, lekko osolonej wody i gotować aż będzie lekko miękka (ok.10 minut) UWAGA! nie rozgotować. Po ugotowaniu ostudzić, obrać ze skóry i pokroić w kostkę.
Cebula: drobno posiekać, można sparzyć wrzątkiem. Ja osobiście lubię szczypanie cebuli.
Jabłka, ogórki, grzybki pokroić w kostkę. Jak ktoś nie ma grzybków, wystarczą ogórki.
Ja dałam dużo ogórków, bo lubię kwaśną sałatkę. Proporcje można sobie zwiększać w zależności od ilości dyni i upodobań smakowych.

poniedziałek, 12 października 2009

Odświeżanie stolika - cz.IV totalna demolka

Odświeżanie stolika skończyło się totalną demolką. Pooglądałam go z każdej strony i stwierdziłam, że nie da się pozbyć kiwania i chwiania, bez rozebrania konstrukcji i sklejenia wszystkiego od nowa.
Na początek został odkręcony krzyż od blatu. Po odkręceniu dopiero można było zobaczyć, że nogi łączone są na kołki. Co do drugiego blatu nie byłam pewna.
Wzięłam więc młotek i opukiwałam "z wyczuciem" krzyż po kolei przy każdej z nóg, aż w końcu odskoczył.
Po oddzieleniu nóg od krzyża zabrałam się za mniejszy blat. Kilkanaście uderzeń młotkiem i nogi także odeszły. Jak się okazało także były łączone na kołek. W amoku machania młotkiem zupełnie nie pomyślałam i nie zrobiłam oznaczeń która noga była w którym miejscu blatu. Mam nadzieję, że nie będzie potem problemów z ponownym montażem. Teraz łatwiej mi będzie przeszlifować każdą część. Stary klej także usunę papierem ściernym. Ubolewam, bo zostałam bez wygodnego, choć kiwającego się stolika, do którego zdążyłam się przyzwyczaić. I ciągle zamiast do przodu, to robota idzie do tyłu, ciągle rozbiórka, demolka ech!A to kilka fotek w nawiązaniu do wspomnianego w innym poście Święta Dyni. Zakupiłam kilka ozdobnych dyń i nawet jedną taką większą jadalną, tylko nie mam przepisu na nic pysznego - ktoś z Was ma coś godnego polecenia?

sobota, 10 października 2009

Ryby tylko na niby

Gdy zobaczyłam dzisiaj te talerze w sklepie ze starociami, nawet minuty się nie zastanawiałam! Porcelana bawarska, rybi motyw na każdym talerzu inny, no coś pięknego! I to za śmieszną cenę 5 zł od sztuki. Ciekawe jak będzie smakować ryba zjadana na takim talerzu?


środa, 7 października 2009

Odświeżanie stolika - cz.III zmywanie kleju

Nie za wiele zdziałałam na polu renowacji, czas ciągle ucieka mi przez palce. Nie wiem jak dziewczyny znajdują tyle czasu na tworzenie tych cudeniek, które obserwuję na blogach...
Pod metalowym blatem była gruba skorupa zaschniętego kleju. Zastanawiałam się czy go szlifować, czy próbować zmyć. Na szczęście zaczęłam od próby mycia. Nawilżyłam szmatkę ciepłą wodą i pocierałam. Klej zaczął się delikatnie rozpuszczać, śmierdząc przy tym niesamowicie. To na 99,9% klej kostny, ma specyficzny zapach. Plusem jest to, że super się zmywa ciepłą wodą. Początkowo męczyłam się szmatką, potem poszłam do rozum do głowy, wzięłam starą szczotkę do czyszczenia paznokci i wyszorowałam blat do czysta. Klej rozpuszczając się tworzy białawą pianę, którą ścierałam ściereczką. Cały wieczór z głowy. Po zmyciu czysta sklejka:Przyszły też zamówione nogi, kółeczka i narzuta, wszystko w jednym czasie. Ucieszyłam się tak, jakby odwiedził mnie św. Mikołaj :-) Rozpakowałam niecierpliwie paczki. Nogi bardzo ładnie wytoczone, kółeczka mają kielich trochę za szeroki w stosunku do nóżki, będę musiała wlać do środka trochę żywicy, żeby je spasować. Póki co nogi zabejcowałam szybciutko. Będę musiała bejcować 2 razy, bo kolor słabo chwycił.
Odwiedziłam też hurtownię tapicerską. Sprężyn na sofę nie mieli, w ogóle to pan z powątpiewaniem patrzył na mnie jak na wariatkę: "pani sama chce te sprężyny wiązać?" Podobno w moim mieście tapicerów, którzy "bawią się" w wiązanie sprężyn jest 2 (słownie dwóch!), reszta wszystko robi na piankach - szkoda im czasu. Sprężyny muszę poszukać u złomiarza, zamówić u rzemieślnika lub próbować wyprostować sama w imadle....czarno to widzę. Aaaa...i trawy morskiej też nie dostanę tak łatwo - tylko na specjalne zamówienie.

czwartek, 1 października 2009

Jesienne impresje: dynia

Poczułam jesień w powietrzu, może dlatego, że dzień rozpoczął się deszczowo. Stąd też post o dyniowej tematyce - tak mnie coś naszło....
Dyniowa impreza: VI Dolnośląski Festiwal Dyni - 11 października, już rezerwuję miejsce w kalendarzu.Migawka z ubiegłorocznej imprezy w Ogrodzie Botanicznym:

Blog Widget by LinkWithin